taką pracę , że stale podróżuję… palcem po mapie. Odwiedzam piękne
miejsca, w których wcześniej nigdy nie byłam, podziwiam ich dalekie
egzotyczne położenie, myślę o ludziach, którzy tam żyją, o pogodzie jaka
aktualnie tam panuje, o mnie samej, jak siedzę na ławce i uśmiecham się
do przechodniów. Gdybym nie miała zobowiązań i posiadała dość
pieniędzy, podróżowałabym namiętnie z jednego miejsca do drugiego.
Chodziłabym uliczkami pełnymi zapachów, głaskała leniwe koty, rozmawiała
ze sprzedawcami bułek, ze staruszkami siedzącymi na progach drzwi, piła
aromatyczną czarną kawę z brzęczących filiżanek i malowała obrazy
świata za moimi powiekami.
Bordeaux. Nie znam tej części Francji, a tak często tam bywam krążąc po
siatce dróg, tak często przystaję i wypowiadam nazwę tego miasta. Rano
przy okazji obowiązków odwiedziłam Carcassonne, Brest, La Roche sur Yon,
i inne mniej znane leniwe małe miasteczka, których atmosferę
przeczuwam. Wspominam przy tej okazji podróż do Lyonu – służbową , ale
tym razem też realną – atelier artysty fotografa, który wynajmuje
pokoje w samym centrum starego miasta, croissanty z kawą na śniadanie.
Paryż – letni i zabiegany z niezapomnianym obiadem w knajpce gdzieś w
mieście, gdzie gospodarz unosił stolik, żebyśmy mogli usiąść, tak
dokładnie zaplanowany był tam każdy metr kwadratowy powierzchni. Saint
Malo, poza sezonem jak sen pirata, kamienne, tajemnicze, piękne.
myślę o mojej starości, to marzę o tym, że będę się właśnie tak
włóczyć, z miasteczka do miasteczka, bez pośpiechu, bez napinania, bez
planu. Wysiądę na lotnisku, pojadę pociągiem podmiejskim, wsiądę w metro
lub tramwaj, poudaję tubylca, pooglądam, poczuję rytm miasta przez
skórę, wciągnę jego zapach do piersi.
słońce tak świeci w oczy jak dziś, gdy włącza się tęsknota za wielkim
małym światem gdzieś poza mną, żałuję, że nie jestem jeszcze stara:)
Przyjdzie, wiem, że przyjdzie, narazie oglądam zdjęcia, zbieram
“Voyage”, czytam wspomnienia ludzi, którzy spisują to co widzą i
przelewają świat na papier.
