Zewsząd to samo: planuj, osiągaj, zmieniaj, ustawiaj poprzeczkę, skacz przez życiowe płotki z wdziękiem olimpijczyka, bij rekordy. Od 1 stycznia zapisz białą kartę. Niech wszystko będzie inaczej.
1. Obiektywnie, początek stycznia wcale nie jest najlepszym momentem roku na to, aby przeprowadzać życiową rewolucję.
W najbliższych 12 miesiącach znajdziecie kilka lepszych. Zrujnowani po świętach, niejednokrotnie przygnębieni podsumowaniem kolejnego roku, który wcale nie był taki, jak tego oczekiwaliśmy, nie mamy ani sił, ani kapitału na to żeby naprawdę coś zmienić. Na to trzeba masę energii. Patrząc na wysiłek tych, którzy zmieniają, patrząc w lustro, wiem dokładnie, że czasem generator atomowy, to mało. Jeśli tego nie ma, nie ma się co wygłupiać. Najpierw trzeba nazbierać. Z próżnego i Salomon nie naleje.
Jeśli czujesz, że mentalnie czy materialnie jesteś na debecie, to nie dokładaj sobie w tym momencie trudnych, życiowych postanowień, które mają postawić na głowie całe twoje dotychczasowe życie. Nic z nich nie wyjdzie. Tylko Cię osłabią.
Kiedy będziesz wiedział czego naprawdę chcesz, znajdziesz siły, możliwości i odwagę do tego, żeby zrobić coś więcej, niż tylko zapisać w notesie, że tego pragniesz. Truizm? Może. Ale czym innym są te wszystkie odkładane z roku na rok postanowienia noworoczne?
2. Oczekiwania i nasz ogląd sytuacji na początku roku są często zupełnie nierealne.
Mamy wpływ na bardzo wiele, ale nie na wszystko. I naiwnością byłoby twierdzić, że wszystko zależy od naszej siły woli i tego czy nam się chce.
Pierwszy stycznia nie jest magiczną datą, ani cezurą, która wszystko zmieni. Jeśli rewolucja ma być trwała i prawdziwa, wymaga analizy, samoświadomości i wiele porcji cierpliwości. Jeśli twoja wola zmiany jest tylko noworocznym zrywem, lepiej daj sobie spokój. Szkoda czasu i energii.
Z tą książką warto wejść w NOWY ROK!

