jest jak roślina – usycha bez słońca. Szarzeje mu skóra, umierają
dobre myśli. Świetlna kula, która zamieszka pod powiekami, potrafi
zdziałać cuda. Skąd ją wziąć? Recepta jest prosta. Łapie się ją w
rozłożone pąki dłoni, zamykając przy tym oczy, żeby za szybko nie
uciekła. Można to robić wszędzie: siadając na parkowej ławce, na leżaku,
stojąc w autobusie przy szybie, na balkonie, przy biurowym oknie.
Otwarte dłonie są bramą dla światła. Ognista kula idzie potem dalej:
przetacza się z radosnym szumem po całym ciele, łaskocze w żyły, ożywia
serce, rozświetla umysł, koloruje myśli. Nie trzeba nic robić – tylko
ją przyjąć. Nie wymaga wysiłku, nie trzeba za nią płacić, czasem warto
tylko powiedzieć dziękuję. Świetliste seanse powtarzać do znudzenia.
Zimą są mniej dostępne.




