szkoły muzycznej. Kiedyś – na jakiejś lekcji umuzykalnienia pan od
śpiewu zrobił szybki przegląd aktualnych topowych artystek i artystów
polskiej sceny muzycznej i powiedział między innymi, że Edyta
Bartosiewicz zupełnie nie umie śpiewać i nie ma głosu. Z jego
perspektywy nie miała więc zupełnie czego stracić, a jednak utraciła na
prawie dekadę swój największy atut i źródło realizacji siebie. Z punkt
widzenia laika brzmi to śmiesznie. Bo co to właściwie oznacza stracić
głos? Przecież mogła mówić, medycznie nic się nie działo, nie była diwą
operową, która musi wspinać się na wyżyny trzeciej oktawy, nikt nie
rozliczał jej z każdej na wpół fałszywej nutki.
zatyka i zapiera nie wydaje się być poważnym objawem chorobowym,
większość osób w ogóle na nie nie zwraca uwagi. Problem z wydobywaniem
głosu ma masę ludzi – wystarczy uważnie posłuchać jak artykułują wyrazy,
jak szeleszczą, łapią powietrze wpół słowa, plączą się w stresie i
dławią wypowiadanym zdaniem. Krzykacze i awanturnicy niby mają łatwiej –
ale to tylko pozory – emocje kipią z ich wypowiedzi jak zupa na gazie,
powietrze świszcze, kiedy się im przyjrzeć z bliska widać, że zachowują
się podobnie jak tonący łapiący ostatnim wysiłkiem woli małe kulki
uciekającego gdzieś powietrza.
Nie tylko głos, ale słuch, powonienie, zdolność do poruszania
kończynami, myślenia, patrzenia. Emocje wpływają na ciało, odbijają się w
nim jak na papierku lakmusowym, barwią, wybarwiają – widać jak na
dłoni, że są. Źle zarządzane ciało i umysł, zaczynają sobie wchodzić w
drogę. Stracić głos, smak, to połowa biedy – w najgorszym razie można
nawet stracić rozum.
ale zajęło jej to wiele lat. Wycofana z życia publicznego, zamknięta w
sobie i swoich czterech ścianach – ilu z nas ma tyle samozaparcia aby
tak długo szukać siebie? Ta historia jest jedną z wielu – ale pokazuje
dokładnie, że nie tylko my mamy problemy – i nie tylko nam trudno sobie
czasem z nimi poradzić. Daje także nadzieję na to, że nawet po wielu
latach tkwienia w marazmie i zapętleniu można wrócić do świata żywych.
