Dawanie i branie pochodzą z tego samego strumienia dobrej, życiowej energii. Nie można żyć nie biorąc i nie można NIC od siebie nie dawać. Równowaga w tej materii jest niezbędna. Mamy problem z dawaniem. Duży problem. Mamy też kłopot z odbieraniem: zwłaszcza takim, które nie wywołuje w nas poczucia winy, czy chęci natychmiastowej spłaty zaciągniętego zobowiązania.
Rozdajemy to błoto nie raz i nie dwa z trudną do ukrycia satysfakcją. Jakby nas kto pytał o zdanie. Jakby to było naprawdę niezbędne. A najbardziej obrzydliwe jest to, że robimy to najchętniej bliskim nam ludziom! Partnerowi, własnym dzieciom, tym, których najłatwiej nam zranić.
Ludzie, którzy nie mają absolutnie nic do dania, którzy liczą każdą przysługę, skąpią mikro mililitrów życzliwości, to osoby potwornie ubogie wewnętrznie. Z pustką, która aż zieje. I nie da się jej zapełnić byle czym.
Jeśli tekst zachęcił Cię do refleksji i uważasz, że jest wartościowy, daj mi proszę coś od siebie. Zostaw ślad, podaj dalej.
Dziękuję:)
