![]() |
| Pingwiny z Madagaskaru by Nickelodeon |
Kiedy
myślę o bezpieczeństwie dziecka i o granicy między „mogę”, „nie mogę”, „tu
ryzyko jest umiarkowane” a „tu zaczyna się sfera
tego, co niebezpieczne”, przypomina mi się scena z Pingwinów z Madagaskaru,
kiedy szef walecznych ptaków potrząsa jednym ze swoich współtowarzyszy,
krzycząc: „Chcecie wpoić chłopakowi asekuranctwo? No chcecie?”.
nie chcecie – odpowiadam w duchu i patrzę ze spokojem, jak moja córka z impetem
skacze z parapetu na łóżko czy wdrapuje się na drabinkę, która nawet na moje
liberalne oko wydaje się nieco zbyt wysoka.
Jak zapewnić bezpieczeństwo dziecku?
Liedloff – amerykańska pisarka, autorka W głębi kontinuum – która
spędziła pewien czas w dżungli, w towarzystwie dzikiego plemienia Yequana,
opowiadała mrożące krew w żyłach współczesnych matek i ojców historie o tym,
jak maleńkie, raczkujące dzieci bawiły się na brzegu głębokiego rowu lub
podchodziły bezpośrednio do ognia. Nie wywoływało to żadnego napięcia w
dorosłych, nikt nie biegł ratować oseska, nikt nie krzyczał „uważaj”, „nie
dotykaj”, nie ostrzegał i nie koncentrował całej uwagi na bezpieczeństwie
dziecka, któremu… nic złego się nie działo.
powołując się na swoje obserwacje i antropologiczne dowody, wyjaśnia, że
dziecko, podobnie jak wszystkie młode zwierzęta, ma głęboko zakorzeniony
instynkt samozachowawczy i realistyczne wyczucie swoich możliwości. Jeśli tylko
rodzic pozwoli mu eksplorować świat i w granicach rozsądku badać także to, co
nie do końca wydaje się bezpieczne, nic się nie stanie. Problem pojawia się
dopiero wtedy, kiedy zamiast korzystania z instynktu uczymy dziecko, że to
dorosły, opiekun ten instynkt zastąpi.
„Jeśli matka sugeruje społecznemu
instynktowi dziecka, że jej powinno zostawić bezpieczne kierowanie sobą,
wówczas chętnie na to przystaje. Jeśli jest bezustannie śledzone i kierowane
tam, gdzie zdaniem matki winno podążać, zatrzymywane i strofowane, gdy kieruje
się własną motywacją, w niedługim czasie nauczy się nie odpowiadać za siebie,
jako że ona daje mu do zrozumienia, czego odeń oczekuje” – pisze Liedloff.
Nie strasz dziecka!
by sądzić o tych poglądach, pewnie większość z nas zgodzi się, że zarówno zbyt
intensywna, jak niewystarczająca pomoc i ochrona dziecka są szkodliwe dla jego
rozwoju i czynionych postępów.
przez świat obrazami grozy i zniszczenia, wierzymy dziś, że życie to sport
ekstremalny i ten swój strach przekazujemy dzieciom. Kask do raczkowania,
ochraniacze na kolana, monitor oddechu czy matczyny anioł stróż drepczący krok
w krok za maluchem na placu zabaw – to wszystko przejawy lęku, który rodzi się
w nas i który potem pójdzie w świat za naszymi dziećmi. Pytanie, czy tego
właśnie chcemy? Czy wybieramy naukę zaufania sobie i własnej rozwadze, czy
pragniemy na trwale przekazać małemu człowiekowi, że bez nas z pewnością sobie
nie poradzi i zginie marnie.
Dziecko ostrożne, czy nieostrożne?
„nieasekuranckie” dziecko w gruncie rzeczy jest bardzo ostrożne i rozważne.
Umie prosić o pomoc, umie jej odmówić. Ja, jako matka, nauczyłam się w procesie
naszej wzajemnej socjalizacji nie stwarzać i nie prowokować sytuacji zbyt
niebezpiecznych. Pokazuję, że piekarnik jest gorący, ale nie zostawiam garnka z
wrzątkiem zaraz obok dziecięcych rączek, nie bronię skoków z parapetu, ale
zamykam dokładnie okno. Ten kompromis daje nam wzajemny spokój i jak na razie
sprawdza się nadspodziewanie dobrze.
nie ma sensu”, mawiali Wallendowie, artyści cyrkowi, wykonujący
akrobacje na linie. Demoralizuje, dając fałszywe poczucie bezpieczeństwa.
Obniża koncentrację, sprawia, że o wypadek dużo łatwiej. Jeśli boisz się, że
spadniesz, to spadniesz. Jak w życiu. Jeśli dziecko otrzymuje przekaz, że
rodzic zawsze je ochroni, to przestaje uważać. To małe i to większe. Bada
granice i próbuje ustalić własne, nie zawsze bezpiecznie.
dziewięć procent rzeczy, których się obawiamy, nigdy nie będzie miało miejsca.
Poza tym na sporą część z nich mamy ograniczony wpływ. Dlatego naszym zadaniem,
jako rodziców, jest nie tyle bać się i bezustannie ochraniać, co dozować sobie
i dzieciom swój strach. Balansować tak, aby upadki były możliwie jak najmniej
bolesne, a nauka z nich jak najtrwalsza i najskuteczniejsza.
właściwy kierunek? Trudno jednoznacznie osądzić. Jednak jeśli ludzkość, która
przecież zaczynała tak jak plemię Yequana, do dziś nie wyginęła, to chyba coś w
tym musi być.



