Wakacje
to taki czas kiedy jesteśmy ze sobą częściej i bliżej: spędzamy wspólne
wakacje, odwiedzamy rodzinę, poświęcamy więcej czasu naszym dzieciom
– zdawałoby się idealny moment dla podbudowywania relacji. A jednak
bardzo często to także czas kłótni i sporów, przeciwstawnych oczekiwań i
konfliktów o przysłowiową pietruszkę. Kiedy jesteśmy zmęczeni i
wyczerpani przedwakacyjnym stresem, osadzeni dopiero co w nowym miejscu (
co też stres powoduje), trudno nam się zebrać w sobie i zadbać o to,
żeby upuścić niepotrzebne nam w tym miejscu napięcie, otworzyć na tyle
żeby się dogadać i zacząć szukać powodów do wzajemnej radości, zamiast
obopólnego zdenerwowania.
naszych problemów z dogadaniem się: czy to z dziećmi, czy to z
partnerami, wynika z braku właściwego kontaktu. Niby jesteśmy ze sobą;
koło siebie, ale tak naprawdę nasze myśli i słowa krążą w przestrzeni
obok nas; nie przenikają do środka, nie poruszają naszego serca i duszy.
Gdyby użyć metaforycznego obrazu, to można by te sytuację przedstawić
jako spotkanie 2 baniek mydlanych: latają koło siebie, niby są
transparentne, ale się ze sobą nie stykają; nie odczuwają tego co druga.
Metafora kontaktu to spotkanie baniek we wspólnej przestrzeni, ale
takie w którym jedna przenika drugą, styka się z nią, przechodzi przez
jej środek, płynie dalej.
kontekście kontaktów z dziećmi, bardzo trafnie pisze o tym Agnieszka
Stein. Zauważa, że można dużo zajmować się dzieckiem, spędzać z nim całe
dnie, poświęcać mu uwagę, ale tak naprawdę nie mieć z nim kontaktu i
komunikacji.
„Dzieje się tak dlatego, że nasz mózg (poza naszą wolą)
dokonuje selekcji tego, co w danej chwili jest ważne, a co mniej
istotne. A ponieważ jego podstawowym zadaniem jest przetrwanie
właściciela mózgu, kiedy ten jest wyczerpany, mózg koncentruje się na
zadbaniu o przetrwanie. Czyli nawet jeśli ktoś ma dużo wiedzy i
umiejętności budowania kontaktu ze swoim dzieckiem, kontaktu czyli bycia
blisko dziecka nie fizycznie, tylko blisko tego, co dziecko w głębi
serca przeżywa. Nawet kiedy ktoś umie to zrobić, jak jest w dobrej
formie (co bardzo pomaga) to może się znaleźć w takiej sytuacji, kiedy
potrzebuje zadbać o siebie i swoje potrzeby i nie będzie w stanie
takiego kontaktu nawiązać. Mózg wtedy jest zajęty samym sobą (i swoim
właścicielem) i nie jest w stanie zajmować się inną osobą. Może
wykonywać rutynowe czynności, takie o których rodzic wie, że są
potrzebne ale nie być w stanie naprawdę być uważnym na potrzeby
emocjonalne dziecka i na nie reagować. Kłopot polega na tym, że dzieci
bardzo źle reagują na taką bliskość bez kontaktu. Nie chcą
współpracować, robią się rozdrażnione, zachowują się chaotycznie. Przez
to uzyskanie czegoś sensownego od dziecka jest bardzo, bardzo trudne.”
dorosłymi jest bardzo podobnie. Podskórnie i podświadomie wyczuwamy
pozorne kontakty, pozorną komunikację i wywołuje ona w nas bunt i
rozdrażnienie. Zamiast zbliżać – oddala – irytuje i zamyka na kolejne
próby komunikacji. Im bardziej próbujemy się w takiej sytuacji dogadać,
tym bardziej się zapętlamy. Argumenty nie trafiają, napięcie rośnie,
nici z radosnych wakacji.
temu zaradzić, trzeba wrócić do punktu wyjścia; czyli do siebie. Nie
zżymać się sącząc opowieści o braku czasu i egoizmie. Zająć się sobą,
żeby potem naprawdę zająć się innymi. Dogadać się, a nie markować
dogadanie i w konsekwencji zobaczyć, jak wiele dobrego płynie z czasu,
kiedy tak naprawdę jesteśmy RAZEM.
wyjścia w rozmowie jest zawsze w nas. Nie odpowiadamy za gotowość na
kontakt drugiej osoby; tak samo jak mamy ograniczony wpływ na to, jak
naprawdę zinterpretowane zostaną nasze słowa i zabiegi. Ale bez
prawdziwej woli w nas – nic się nie zdarzy. Będziemy krążyć w tańcu
mydlanych bajek i pryskać w słońcu przy każdym kontakcie.

