Moja macierzyńska droga, zaczęła się
niespodziewanie, pewnego grudniowego poranka. Po koszmarnym dniu, który
obfitował w trudne emocje i jeszcze trudniejsze decyzje; przyszła
ciemna, zimna noc, podczas której przyśniło mi się, że jestem w ciąży.
Rano pełna sceptyzmu i sarkazmu względem swojej podświadomości i jej
pomysłów zrobiłam test ciążowy. Wyszedł pozytywnie i odtąd życie
potoczyło się innym torem.
pewnym, niezbędnym elementem życia. Długo wydawało mi się ciężarem i
napawało raczej obawą niż ciekawością. Któregoś dnia coś się zmieniło.
Nie wiem czy we mnie, czy w czasie, który opływał mnie jak woda. Widocznie przeznaczenie postawiło kropkę nad „I” i zaczęło mi szeptać
do ucha, że to już, że najwyższy czas.
lata? Dowiedziałam się, że macierzyństwo to niesamowita szkoła życia,
która pokazuje rzeczy i emocje o których wcześniej nawet mi się nie
śniło. Dzięki temu, ze zostałam mamą nauczyłam się wielkiej sztuki
cierpliwości wobec małego człowieka, stałam się bardziej wyrozumiała
(także w stosunku do samej siebie ), ale przede wszystkim doświadczyłam
i ciągle doświadczam miłości i czułości tak obezwładniającej, że
czasami zapiera dech w piersiach.
zirytowana, zmęczona, wyspana czy budzona co półtorej godziny, kocham
moją córkę bezgranicznie. Zdarza mi się patrzeć na nią w nocy, kiedy
ciemność otula nas jak miękka pościel. Kontempluję jej okrągłe policzki,
jej półotwarte usta, jej loki na karku, ręce rozrzucone na poduszce; z
trudem powstrzymuje się, żeby jej nie głaskać, nie całować, wdycham jej
zapach, uwielbiam miękką jak puch skórę na rączkach, jej uśmiech i
głos. Boję się, że ją zbudzę więc tylko patrzę. I zasypiam. A potem znów
się budzę i znoszę wszystko. I to że czasami śpi na mnie i to, że
układa swoje stopy na mojej twarzy, wstawanie o 4:15 i wieczorne
rozdzierające fochy przy ubieraniu. Jest we mnie wielka tkliwość i
troska; jest też ciemna strona: przyklejony od spodu macierzyńskiej
miłości strach o dziecko, który dostaje się chyba już w ciążowym
pakiecie i który, mimo afirmacji, pozytywnego nastawienia i innych
cudownych zabiegów, będzie mi towarzyszył pewnie do śmierci.
zawoła Mami, głośno tupiąc pobiegnie do kuchni. Da się wycałować,
łaskawie pozwoli na matczyne hołdy i zachwyty, obdarzy najcenniejszym na
świecie uśmiechem. Nie ma dnia, żebym nie odczuwała wdzięczności za to,
że pojawiła się w moim życiu. Dziękuję za to wszystko co mam,za tę
miłość, którą mogę ją kochać, kłaniam się przed dobrym losem i proszę go
o więcej takich dni jak ten; zwykłych, dobrych, rozpoczętych gładkim
uśmiechem, rozespanymi powiekami i pachnących potarganymi niemiłosiernie
lokami. W tej miłości tkwi tajemnica macierzyństwa. Jest tak silna i
tak zniewalająca, że pragniemy jej więcej. I kiedy już jej doświadczymy,
to nie potrafimy bez niej żyć.

