maleńkie – ale wbrew tej kruchości i delikatności – zajmują w rodzinnej
przestrzeni bardzo dużo miejsca. Mieszkania wypełniają się stosem
zabawek, każdy kąt zadomawia nowy przedmiot, kuchenne szafki zamieszkują
kolorowe miseczki i butelki, spiżarka zaopatrza się w baterię puszek i
słoiczków, a szafy z tygodnia na tydzień bardziej trzeszczą w szwach.
z wojennego zgiełku pola bitwy, jest strach o własne terytorium, o
wewnętrzny ład, jest jakaś nutka niepokoju o siebie.
dosłownym sensie oczywiście nie; ale nagle kiedy zrobimy miejsce na
pustkę, kiedy odkopiemy się spod sterty rzeczy, które zalegają czasem
bez sensu i celu– to zaczynamy oddychać lżej i czuć się lepiej.
również rozchodzi się w szwach. Tym większą radość wywołał więc u mnie
fakt, że zyskałam dziś rano jeden wolny kąt. Meble, które w nim stały
znalazły drugi dom. Obchodzę tę nową przestrzeń jak kot – ostrożnie, na
palcach. Zagarniam pustkę, która wychynęła z chaosu –bardzo mi z nią
dobrze i twórczo.
