w narastającym ferworze syndromu wicia gniazda, przeglądałam zawartość
szafy i znalazłam swój “Certyfikat prawa do zabawy” . Wystawiony
własnoręcznie, znaleziony kiedyś w internecie – wisiał na ścianie, w
antyramie póki potrzebowałam przypomnienia o tym, że mam prawo i
obowiązek zadbać o moje wewnętrzne małe dziecko, które nie dość się
jeszcze śmiało i fruwało w zachwycie nad światem.
dziś, że macierzyństwo – własne dziecko – to świetna okazja do tego
aby znów na nowo się bawić. Oczywiście to ogromna odpowiedzialność,
obowiązki; ale także wymówka by znów móc odwiedzać te wszystkie fajne
miejsca takie jak wesołe miasteczka, parki rozrywki, teatrzyki; by znów
grać w pilkę, tarzać się po trawie, kupować gry, kolorowe słodycze i
wesołe balony.
że będąc rodzicem – trzeba w sobie mieć przynajmniej to wspomnienie o
tym, czym jest dzieciństwo, tą chęć do zabawy, błazenady, zachwytu
światem. Bez tego jest się zbyt serio, zbyt na wprost, zbyt pro forma.
tych którzy zapomnieli jak to jest być dzieckiem i jak dobrze czasem
zapomnieć o swoim mundurku starszaka i masce mądrali; tekst
wspomnianego certyfikatu:
certyfikatem zaświadcza się, że… jest dożywotnim, pełnoprawnym
członkiem Wspólnoty Dorosłych Dzieci i jest na zawsze uprawniony(a) do:
Spacerów w deszczu, skakania przez kałuże, zbierania tęcz, wąchania
kwiatów, puszczania baniek mydlanych, zatrzymywania się wzdłuż drogi,
budowania zamków z piasku, oglądania zachodów słońca, księżyca i gwiazd,
mówienia wszystkim “cześć”, chodzenia boso, przeżywania przygód,
śpiewania w łazience, bycia wesołym w głębi serca, czytania książek dla
dzieci, niemądrych zachowań, kąpania się w pianie, trzymania się za
ręce, tańczenia, obejmowania i całowania, śmiechu i płaczu dla zdrowia.
po okolicy, odczuwania lęku, smutku, złości i szczęścia, porzucenia
zmartwień, poczucia winy i wstydu. Mówienia “tak”, mówienia “nie”,
wypowiadania czarodziejskich słów, zadawania masy pytań, jazdy na
rowerze, rysowania i malowania, widzenia inaczej, przewracania się i
powstawania, rozmów ze zwierzętami, spoglądania w niebo.
światu, późnego wstawania, wspinania się na drzewa, drzemki, nic nie
robienia, marzeń na jawie, posiadania zabawek, walki na poduszki,
poznawania rzeczy nowych, zapału do wszystkiego, błazenady, radości z
istnienia swojego ciała, słuchania muzyki, odkrywania działania rzeczy,
tworzenia nowych reguł, opowiadania historyjek.
świata, przyjaźni z innymi dziećmi z sąsiedztwa, oraz czynienia
cokolwiek jeszcze, co daje więcej: szczęścia, poczucia niezwykłości,
odprężenia, kontaktów z innymi, zdrowia, radości, miłości, zdolności do
bycia twórczym, przyjemności, obfitości, wysokiej samooceny, odwagi,
zrównoważenia, spontaniczności, wzruszenia, piękna, spokoju i energii
życiowej; zarówno wyżej wymienionemu(ej), jak też pozostałym istotom
ludzkim na tej planecie.
wesołych
miasteczek, plaż, łąk, szczytów gór, basenów, lasów, boisk, leśnych
polan, wakacyjnych obozowisk, przyjęć urodzinowych, cyrków, ciastkarni,
lodziarni, teatrów, akwariów, muzeów, planetariów, sklepów z zabawkami i
innych miejsc, gdzie dzieci małe i duże przychodzą się bawić.
Oraz – jest usilnie proszony(a), żeby nigdy nie zapominał(a) motta Wspólnoty Dorosłych Dzieci:
“NIGDY NIE JEST ZA PÓŹNO, ŻEBY MIEĆ SZCZĘŚLIWE DZIECIŃSTWO”
