Milton
Erickson, amerykański psychiatra i hipnoterapeuta chorował na polio, był sparaliżowany.
Kiedy miał 18 lat usłyszał jak trzech lekarzy, w sąsiednim pokoju mówi do jego
matki: „Do rana chłopiec umrze”.
Jak sam opowiadał po latach, słowa, które
usłyszał wywołały w nim wściekłość i złość. Nie przyjął ich do wiadomości. Kiedy
matka weszła do pokoju, blada i oszołomiona, poprosił ją żeby przesunęła
komodę. Matka sądząc, że jest w malignie, cierpliwie przestawiała mebel trochę w prawo, w lewo, w przód i w tył, aż był usatysfakcjonowany rezultatem.
„Ta
komoda zasłaniała mi widok przez okno, – mówił Erickson – a ja pomyślałem sobie,
że niech mnie szlag trafi, jeśli miałbym
umrzeć, nie oglądając wschodu słońca!”
Nie tylko nie umarł tej nocy, ale dożył
prawie osiemdziesiątki.
Ericson przekazywał pacjentom jedną, uniwersalną receptę na szczęśliwe
życie: „Zawsze koncentruj się na realnych
celach dotyczących najbliższej przyszłości.”
W jego wypadku celem, było
zobaczyć wschód słońca.
podstawowa wymówka w osiąganiu celów, to ta że droga jest daleka, a my tacy
mali. I trzeba tyle czasu, żeby dojść tam, gdzie chcemy. I góra jest taka
wysoka. To uruchamia mechanizm negacji i zamartwiania się. A co jeśli mi się
nie uda, a co jeśli ktoś stanie mi na drodze?
pierwszy krok? Co masz teraz do zrobienia? Niech to będzie małe, mikroskopijne.
Potem zastanowisz się co dalej.

