pompowane helem baloniki co niosą wyżej i wyżej, nie trafiają się
przypadkiem. Zamkowe potwory wychodzą po zmroku, straszą dorosłych i
dzieci, śnią się po nocach, pamięta się o nich latami. Dni są
jednostajne i szare: dziś rozmyte w rojeniach, jutro wyraźne, póki nie
stanie się dzisiaj. Szczęściarze rodzą się rzadko, a pechowcy święcie
wierzą w przeznaczenie; malują obrazy bez ram, plądrują krainy
szczęśliwe, zaciskają pięści, coś marudzą pod nosem; zmarkotniali zanim
jeszcze cokolwiek zaczęli. Letnie słońce świeci za mocno, a zimowe
mrozy, zawsze za dotkliwe. Los pisze się grubą ścieżką wzdłuż rzeki,
krzakami zarasta niebo, mało widać, karczować nie sposób. A nad
wszystkim fruwają ptaki znudzenia.
Kto tam zabłądzi, kto w nie uwierzy
jak w prawdę; ten zginął i przepadł. Usiądzie na brzegu, zapomni gdzie
szedł i skąd przychodzi, wołami nie zawrócisz, krzykiem nie ostrzeżesz.
