dziecka wszystko zmieniają. Jest tak, nie tylko w sensie
organizacyjnym, ale także emocjonalnym, systemowym, moralnym. Piramida
potrzeb i oczekiwań często staje na głowie i ukazuje naszym oczom
niespodziewany podszewkowy wzór, o którego istnieniu nawet nie zdarzyło
nam się wcześniej pomyśleć.
niedawno ciekawą teorię na temat wpływu rodzicielstwa na dalsze życie
rodzica. Mówi ona o tym, że narodziny potomka mogą dać nam nową siłę i
niesamowitą moc, która pomaga w rewitalizacji właściwie wszystkich
dziedzin naszej egzystencji. Kiedy rodzi się nowe życie, w naszych
umysłach tworzy się miejsce na zupełnie inne niż dotychczas połączenia.
Wydarzenie to jest okazją do zdefiniowania na nowo tego kim jesteśmy,
czego pragniemy, jakie mamy oczekiwania i marzenia. To taka kolejna –
wielka szansa na nowe rozpoczęcie – w sferze zawodowej, prywatnej,
zdrowotnej, emocjonalnej – właściwie każdej.
pomagają często załagodzić zadawnione urazy: nieodzywający się do siebie
latami krewni spotykają się nad kołyską i wymieniają uśmiechy. Dobre
intencje wobec nowonarodzonego każą zapominać o waśniach i sporach,
pokazują co jest ważne, a co tak naprawdę można wysłać w świat paczką
bez adresu zwrotnego.
relacje, które się nie sprawdzały, przynosiły cierpienie i
rozczarowania. Rodzic, który nie miał siły, albo motywacji do tego aby
zrobić to dla siebie, w obliczu odpowiedzialności za malucha zdobywa się
na trud powiedzenia stop związkom i ludziom, którzy nie powinni
uczestniczyć w jego wychowaniu i wpływać negatywnie na jego obraz
świata.
zacząć marzyć od nowa, na rozwijanie swoich dawnych aspiracji, odwagę do
zmiany świata i przyzwyczajeń. Daje nowe spojrzenie. Oczy dziecka
pokazują nam codzienne cuda, które dawno już nam spowszedniały, wskazują
okazje do uśmiechu, który dotychczas wydawał się nieistotny i banalny –
odkrywają przed nami inne, wielowymiarowe światy, których nie znaliśmy i
nie przeczuwaliśmy w codziennej gonitwie.
potomstwa blakną i rozpływają w niebycie jak kropla soku w szklance
wody. A że bywa ciężko? I bez dzieci mamy czasami pod górę.
