ostatnie pięć lat funkcjonowałam w uproszczeniu na zasadzie 48 tygodni
pracy i 4 tygodnie urlopu. W takim mniej więcej układzie zbierałam
moje plany, odpoczywałam i liczyłam dni na łańcuszku życia. Tygodnie
mijały, miesiące zbierały się na kupce, czas uciekał. Czasami widziałam
jego ogon za zakrętem, czasami udawało mi się go złapać, ale najczęściej
migał mi tylko błyszczącą łuską i znikał – niemy na prośby i błagania o
jeszcze kilka wolnych chwil.
wlecze się za mną jak stary pies, łasi się do nóg. Stuka łuską o
chodnik kiedy idę, nie zabiera głosu, żeby mnie nie zbudzić kiedy śpię,
nie wyprzedza moich myśli, ewidentnie złagodniał i oswoił się z moim
domem.
mogą istnieć ludzie, którzy się nudzą, Boże Drogi! Jak może starczyć
czasu! Jak na Boga, zdążyć przeczytać wszystkie książki, wysłuchać całej
muzyki, zobaczyć wszystkie miejsca na świecie, nie to kłamstwo, ja nie
chcę oglądać wszystkich miejsc, ale zamiast tego chcę mieć czas na
niezwykłe przeżywanie natury i ludzi, i sztuki, które oferuje ta krótka
chwila życia. I jeszcze trzeba by mieć kilka chwil na to, aby tylko
posiedzieć pogapić się bezmyślnie!”
