dzieci za byty w pewnym stopniu bezwolne, bezuczuciowe, jak zwierzęta
wykazujące głównie instynktowne potrzeby głodu, ciepła i odpoczynku.
Niemowlę nakarmione, przewinięte i okryte, miało grzecznie leżeć i nie
zaprzątać sobą uwagi dorosłych. No chyba, że było chore: wtedy powinno
grzecznie leżeć zaraz po podaniu lekarstwa. Dziś takie marzenia rodziców
o „grzecznie leżących dzieciach” są nadal głośno artykułowane, a
noszenie małego dziecka, mówienie do niego, objaśnianie świata i
odnoszenie się do niego z czułością, szacunkiem i atencją dla jego
głośno wykrzykiwanych potrzeb, jest w pewnych kręgach traktowane jako
swoiste, dość groźne wariactwo rodzica, nazywane „odpieluchowym
zapaleniem mózgu”. Dziecko, któremu się pozwala na niezadowolenie
wyrośnie przecież na rozpieszczonego, wrednego gówniarza; noszone
będzie permanentnie nadużywać rodzicielskiej troski; a zabawiane i
traktowane serio uzna, że jest pępkiem świata i wyrośnie na małego
tyrana. Tyle mitu: przejdźmy do rzeczywistości.
znana na całym świecie specjalistka od psychiki zwierząt i ludzi; mówi,
że niemowlę uczy się życia właściwie od poczęcia. Reaguje na odruchy
matki ( także te nieświadome; podszyte niepewnością, niechęcią),
rozpoznaje jej emocje i samo je przeżywa.Dziecko kopiuje system radości,
albo lęk, wściekłość i agresję – jeśli właśnie tego głównie
doświadcza.
predyspozycji; genetycznym zestawem scenariuszy, które mogą, ale nie muszą się rozwijać. To bodźce zewnętrzne sprawiają, że ten, albo inny
schemat zaczyna w nas żyć swoim życiem i wpływać na naszą przyszłość.
Dziecko doświadcza uczuć dotkliwiej niż dorosły; bo też ma mniej
możliwości i umiejętności radzenia sobie z nimi. Od nas, rodziców
zależy, czy dziecko na skutek traktowania w pierwszych miesiącach i
latach życia wyzwoli głównie system szukania, zabawy, ciekawości; czy
też lęk, wrogość, agresję jako odpowiedź na działania świata, który
zacznie postrzegać jako zagrażający, trudny i obcy. Grandin przekonuje,
że kiedy zwierzęta i dzieci są podszyte lękiem, bardzo płochliwe, stają
się w odpowiedzi na to agresywne; pobudzone. Jeśli dorastają w poczuciu
bezpieczeństwa i czują wsparcie rodzica, opiekunów, są bardziej skore do
zabawy, w konsekwencji szybciej się uczą i rozwijają. Lęk, permanentny
strach, wywołuje wściekłość, za którą często dziecko jest również
karane. Nie wolno się przecież złościć; nie wolno krzyczeć, nie wolno
pokazywać po sobie niezadowolenia, beczeć, mazgaić i marudzić. Taka
postawa wywołuje w dziecku mechanizm tłumienia złości; wyparcie jej. Bo
przecież jeśli nie wolno, rodzic zabrana; jeśli wściekłość jest zła to
ja – dziecko – jestem złym, brzydkim dzieckiem. Cały ten proces:
złości – agresji – tłumienia i wypierania własnych uczuć prowadzi
często do autoagresji (niekoniecznie tej widzianej z zewnątrz) – i
niejednokrotnie choroby, która jest jej skutkiem.
psycholog pisze: „Na samym początku jesteśmy wszyscy niemowlakami
zamieszkującymi świat jednowymiarowy i przywiązanymi oralnie do swojej
matki. (…) Kluczowe wydarzenia decydujące w tym okresie o wdrukach, a
także towarzyszące im warunkowanie wpływają na to, czy nasze późniejsze
życie będą cechowały: niepokój lub pewność siebie; zakorzenienie lub
poszukiwawczość; uzależnienie lub niezależność.”
zagrożenia działamy jak w amoku. Co robią zwierzęta, które czują
zbliżającego się drapieżnika, albo znajdą się, w nowym, obcym miejscu?
Postępują irracjonalnie. Gryzą, drapią, tratują. Nasze systemy
odczuwania radości i strachu powstały lata temu. Dostaliśmy je w spadku
po tych, którzy nas wychowali; rośliśmy z nimi, dokonywaliśmy
modyfikacji, wymazywaliśmy przeszłość gumką myszką, pisaliśmy nowe
scenariusze. Warto jednak pamiętać, gdzie się to zaczęło. Warto być
świadomym konsekwencji; jakie wywołują nasze działania w życiu innych; w
życiu naszych dzieci. Oczywiście, że błędy można naprawiać; złe wzorce
zmieniać; jednak lat zaniedbań i wczepionego w krwiobieg smutku nie da
się pozbyć ot tak; z dnia na dzień. Czasem trzeba lat, aby się z niego
wyzwolić. A przecież wystarczy tylko dobrze zacząć.
